czwartek, 11 grudnia 2014

Marrakesz (Maroko) Oko na Maroko, czyli zaglądamy do niegdyś małego ksaru z IX wieku

Pociąg z Rabatu przyjeżdża punktualnie. Prosto z dworca udajemy się na swój pierwszy nocleg w Marrakeszu do Equity Point Hostel. Śpimy tu w drugą i w siódmą noc pobytu w Maroko. Marrakesz oferuje bogatą bazę noclegową i przyzwoite ceny, a w odróżnieniu od Rabatu to tu jest taniocha. A właściwie normalnie jak na Maroko, bez cenowego oszołomstwa.

Equity Point jak na swoją cenę (7,35 EUR) oferuje bardzo przyzwoite zakwaterowanie. Czyste zadbane pokoje, dostateczną ilość gniazdek elektrycznych, zamykane szafki, ogólnodostępne stanowiska komputerowe, kuchnie, basen na dziedzińcu, a na najwyższym piętrze taras widokowy z przytulnymi miejscami do wypoczynku.   

Jedyny minus (ale jednak) to "sztuczne problemy" przy zakwaterowaniu powstałe zarówno przy pierwszym jak i drugim razie (a to problem ze znalezieniem rezerwacji, czy to uparta sugestia, aby zapłacić za kolejną noc, mimo że zgodnie z zasadami booking.com mamy czas na zmianę lub ewentualną anulację kolejnego noclegu). Wprawdzie wszystko się wyjaśniło i ostatecznie było po naszej myśli, ale same zameldowania trwały nieuzasadnienie długo.  



Na drugi dzień przenosimy się do nieopodal położonego na terenie starego miasta Hostelu Kif-Kif. Tu nocujemy w trzecią i szósta noc pobytu w Maroko. Pomiędzy noclegami udajemy się na wycieczkę zakupioną w tym hostelu do "bram Sahary": http://mojeflagi.blogspot.com/2014/12/swiat-niczym-z-bajki-fascynujacy.html#links (link). 

Ten hostel niewątpliwie posiada niższy standard, ale ma to czego nie ma w Equity Point - świetną atmosferę, która w podróżowaniu jest ważna, a niekiedy najważniejsza. Tu w jeden wieczór w klimatycznym integracyjnym pokoju cieszymy ucho muzyką, którą na gitarze przygrywa Joanna, a towarzyszą jej przypadkowi turyści, włączając się do zabawy, a potem gospodarz przygrywa nucąc lokalne pieśni. Innym razem zaś wdaje się w pogawędkę z polskimi studentami, którzy przybyli do Maroko między innymi, aby zdobyć Jebel Toubkal (4167 m n.p.m.), najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego w Maroku i jednocześnie najwyższy szczyt Afryki północnej. Weszli na sam szczyt, a jeden z nieujarzmioną wyobraźnią nawet "o jeden metr wyżej" :-).

Wymiana wspólnych dotychczasowych podbojów była niezwykle interesująca, a opowieści, o miejscach które mnie zaciekawiły (dot. Ameryki Północnej) niezwykle mnie oczarowały. Z imienia poznałem tylko Adama, ale "Blondi" opowiadał tak przekonująco, że obudził we mnie dawne marzenia, które z racji intensywnych podróży na inne kontynenty na razie jakoś lekko przybladły, aby aktualnie niczym uśpiony wulkan ponownie się obudzić.



Gdyby nie to, że zaplanowaliśmy zwiedzanie Marrakeszu z Joanną i Kamilem i wyruszaliśmy na miasto wsłuchałbym się w opowieści chłopaków, którzy niczym z rękawa sypali nazwami miejscowości, które odwiedzili podczas trzy miesięcznego pobytu w Stanach, mając okazję je utrwalić je w swojej pamięci. Liczę na obiecane linki do zdjęć, a może i relacji do których starałem się namawiać. Czy skutecznie, czas pokaże :-). Ale z pewnością już jest o czym pisać. 


Jedno z najważniejszych miejsc w Marrakeszu to Plac Dżemaa el-Fna. Znajduje się on w Medynie, a ta w roku 1985 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. 

Uroku nabiera szczególnie wieczorami, kiedy to zamienia się w miejsce rodem z Baśni z 1001 Nocy tworząc niepowtarzalną wręcz atmosferę. Liczne stragany, otwarte sklepy, "sprzedawcy marzeń" z małpami, wężami itp., szereg stoisk z sokami i różnorodnym jedzeniem oraz muzycy. 

Plac i jego zakamarki można przemierzać bez końca i z pewnością każdy znajdzie coś interesującego dla siebie. 













Plac Dżemaa el-Fna szczególnego uroku nabiera wieczorem, kiedy to na jedyną w swoim rodzaju ucztę zapraszają naganiacze z poszczególnych stoisk, które się tu rozkładają. Wrażenie jest takie jakby wszyscy się tu stołowali. Panowie tylko słysząc język, czasem dosłownie słowo w którym się porozumiewasz natychmiast rzucają hasła: dziękuję, Makłowicz, zajebiście, Doda elektroda itp. Na stoisku nr 14 zakosztowaliśmy owoców morza. Wyśmienita i w przystępnej cenie porcja (25 - 30 MAD smażone ryby plus frytki) jedzone rękoma zdają się być specjałem tego miejsca. Tego będąc w Marrakeszu trzeba po prostu spróbować !.     


Ale jak o jedzeniu mowa to warto dodać, że miasto kryje wiele ciekawych miejsc w których można naprawdę tanio zjeść. Są to lokalne stołówki, gdzie spożywa się posiłek najczęściej na wolnym powietrzu w otoczeniu straganów i innych barów. Za 10 MAD (mniej niż 4 PLN) można zjeść pożywną porcję coś w rodzaju pulpetów mięsnych w sosie bogato doprawionym z dodatkiem tradycyjnej marokańskiej bułki. Danie z 5 smażonych ryb z dodatkami również zapłaciliśmy 10 MAD. Za pól tej ceny można wypić na mieście wspaniały koktajl (mus) owocowy o konkretnym lub mieszanym smaku. W świetle cen za posiłki oferowanych w restauracjach na wycieczce do "bram Sahary" te wydają się niemal jak za darmo.    


Marrakesz to nie tylko jedzenie. Można zakupić tu wiele ciekawych rzeczy, których oferta na wielu stoiskach jest niezwykle bogata. Oczywiście wszędzie trzeba się targować, a zanim coś się kupi należy rozeznać sytuację bo czasem mimo wytargowania wydawałoby się dobrej ceny zwyczajnie i tak przepłacamy. Ma to jednak swój urok, a jeśli uda ci się utargować na tyle ile chcesz zapłacić to satysfakcja jest tym większa.  

Również miasto ma wiele ciekawych zabytków i miejsc, które należy odwiedzić podczas pobytu w Marrakeszu. Generalnie za zwiedzanie wnętrz wszędzie trzeba zapłacić, ale w większości są to opłaty niewysokie (10 MAD).

My odwiedziliśmy między innymi:


PALAS BAHIA


Czytając w necie o Pałacu Bahia natknąłem się jeden z komentarzy, który bardzo trafnie określił to miejsce: “Naga perła w arabskim stylu”.  
Mimo, że pałac nie ma długiej historii jest ciekawą pozycją do zobaczenia podczas zwiedzania miasta. Szkoda, że nie zachowało się jakieś wyposażenie, ale podwórka z fontannami, mozaiki i ozdobione sufity potrafią i bez tego zachwycić swoim pięknem i odmiennością. 








PALAIS BADIA


 Kolejny, Pałac Badia to znacznie większy obiekt.  


















TOMBAUX SAADIENS

Odkryto dopiero w roku 1917 - to grobowce Saadytów powstałe od czasów sułtana Ahmed al-Mansur Saadi (1578-1603). 
Budynek składa się z trzech pokoi, a najbardziej prestiżowym jest pokój mauzoleum z dwunastoma kolumnami.








Na zewnątrz znajdują się groby żołnierzy i pracowników oraz ogród nekropolii.


JORDAN MAJORELLE



Ogród Majorelle to kolejna atrakcja miasta. Jednak ta w odróżnieniu od pozostałych nie kosztuje 10, a 50 MAD. 

Cena jak na Maroko wygórowana bo sam ogród jest mały i nieszczególnie zachwyca. 

Na mnie nie zrobił żadnego wrażenia, ale może i dlatego że w ostatnim czasie widziałem o wiele okazalsze i urokliwsze miejsca.  








Do skrzynki pocztowej pod bramą ogrodów wrzuciłem pocztówki z Maroko, które powędrowały do Polski dla dzieciaków w ramach kontynuowanej przeze mnie akcji "Marzycielska Poczta".

Gorąco zachęcam wszystkich, którzy chcą sprawić radość chorym dzieciom do włączenia się w to przedsięwzięcie. Niewiele kosztuje, a cieszy.

Zwiedzanie Maroko to również zwykłe spacery po mieście, które obnażają przed nami odmienną dla nas architekturę kraju, który swoją dostępnością zachęca do jego odwiedzenia.









Ostatnią noc w Maroko spędzamy ponownie w Equity Point Hostel. Na pożegnanie z Marrakeszem i Maroko w supermarkecie na przedmieściach miasta zakupiliśmy napój integracyjny. 

Do wspólnego stołu zapraszamy współlokatorów z pokoju w którym zostaliśmy zakwaterowani. Dołączył do nas sympatyczny Norweg, który postanowił zrobić sobie odskocznie od studiów oraz Węgierka, zdecydowana podróżniczka. W milej i przyjemnej atmosferze spędziliśmy wspólnie wieczór wypijając przy tym półlitrową wódkę Altai (z sierpem i młotem na etykietce).   

Następnego dnia wyruszyliśmy do Portu Lotniczego Marrakesz-Menara (RAK). Przystanki w kierunku lotniska zlokalizowane są niemal naprzeciwko minaretu meczetu Kutubijja. Przy ulicy od strony miasta jedzie autobus lotniskowy nr 19 (koszt 30 MAD). My wybieramy przystanek po przeciwnej stronie (bliżej, po stronie meczetu). Stąd na lotnisko jeździ zwykły autobus miejski nr 11, a jego przystanek końcowy jest kilkaset metrów od terminala obok murów portu. Nie jest to wersja pod drzwi, ale za to cena biletu to 4, a nie 30 MAD, a z krótkim spacerkiem nawet z bagażem nie ma problemu, bo idzie się po chodniku.      

   
Pierwsza odsłona Maroko za nami, liczę jednak że kiedyś będzie kolejna i to bogatsza o te atrakcje na które w tej podróży zwyczajnie nie starczyło czasu. 





Ciekawe / przydatne linki:
----------------------------------
http://www.equity-point.com/our-hostels/equity-point-marrakech-hostel/general-information.html (link)


Orientacyjne koszty:
----------------------------
Autobus miejski na lotnisko - 4 MAD
Ryanair: Marrakesz (RAK) - Paryż (BVA) - 97 PLN
Bus: Paryż (BVA) - Payż Porte Maillot - Paryż (BVA) - 34 EUR
Ryanair: Paryż (BVA) - Kraków (KRK) - 103 PLN 



Więcej zdjęć z: Marrakesz oraz Ait Ben Haddou, MorzuogaRabatpozostałe foty (Maroko)

Pozostałe relacje z Maroko: 

  • Świat niczym z bajki - fascynujący, baśniowy świat Maroko (link)
  • Rabat (Maroko) Oko na Maroko, czyli zaglądamy do stolicy Królestwa Muhammada VI (link)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dodaj komentarz