Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manila (MNL). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manila (MNL). Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2018

W 40 Dni Dookoła Świata - Plan podróży (Etap I)

Dla większej przejrzystości plan podróży podzieliłem na 4 etapy:

ETAP I (1 z 4) obejmuje podróż z Europy do Azji a konkretniej z Edynburga na Manili. Na tym etapie moja kolekcja flag wzbogaci się o 4 nowe, ale cała trasa przebiega przez 8 krajów. Ukraina załapała się jako kraj wylotowy w drodze do Iranu, zahaczając o Azerbejdżan. Zdecydowała super cena obok której nie mogłem przejść obojętnie. Z Irańskiej stolicy Teheranu przenoszę się nad Zatokę Omańską do Maskat w Omanie. Stąd podążam nad Zatokę Perską i udaje się z wizytą do Kuwejtu, później Bahrajnu, a zakładam, że "wisienką na tort" będzie długo oczekiwana wizyta w Dubaju. Ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich obieram kurs bezpośrednio na Filipiny.    



W 40 Dni Dookoła Świata - Plan podróży (Etap II)

ETAP II (2 z 4) obejmuje podróż z Filipin przez Tajpej, Wietnam Malezję, Indonezję, wymarzony Singapur i Australię do USA.  W Stanach Zjednoczonych zatrzymam się na na dwóch Hawajskich Wyspach oraz ponownie zawitam w Kalifornii, ale tym razem chcę zobaczyć San Francisco. Kolejne loty przez Los Angeles i Miami to tranzyt w drodze na Karaiby. Choć mogłem, nie zdecydowałem się tu na dłuższe stopy, aby więcej zobaczyć na Karaibach. W tym etapie moja kolekcja wzbogaci się również o 4 nowe flagi.  


piątek, 21 lutego 2014

Hongkong (Chiny) Rzut okiem ze Wzgórza Wiktorii - AZJA 2014' - zapiski z podróży


Z wypoczynku na Palawanie (w Puerto Princesa) postanowiłem udać się do Chin, a konkretnie do Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkong. W tę podróż kolejny raz przez stolicę Filipin udaje się na pokładzie Cebu Pacyfic. Lot przebiegł bez zakłóceń. Stewardesy ładne, miłe i uprzejme, ale zapomniały mi wydać ponad 700 PHP z tysiąca, musiałem się upomnieć. Przy lądowaniu w Hongkongu pochmurno, wręcz pada. Lotnisko duże, no i muszę przywyknąć do tych "krzaczków i choinek". Zanim opuściłem lotnisko zeszło mi ponad godzinę, ale w tym czasie wybrałem pieniądze z bankomatu, trochę wymieniłem w kantorze, dowiedziałem się jak dojechać do wielkiego posągu buddy, zaopatrzyłem się w mapki miasta i metra, przebrałem się stosownie do pogody, bo przyleciałem jak z hawajów (a tym czasem w Hongkongu zimno) i ogarnąłem gdzie jest wyjście (bo nie było to takie oczywiste). Pierwsze wrażenie mimo złej pogody pozytywne. Fotki oczywiście robią się na bieżąco.


Aby dojechać z lotniska do posągu wielkiego buddy skorzystałem z autobusu S1 (3,5 HKD, wrzucasz do skrzynki, najlepiej mieć wyliczone, kierowca nie wydaje reszty) do Tung Chung (takie miasto łącznikowe skąd dojedziemy w inne rejony Lantau Island. Następnie przesiadka na nr 23. Tu skorzystałem już z biletu dobowego (35 HKD) i mogę się swobodnie poruszać po całym regionie. Mój główny cel to Ngong Ping, gdzie znajduje się wielki posąg buddy. Można też do mojego celu dostać się górską kolejką, której wagoniki wyniosą nas ukazując zapewne przepiękny krajobraz (175 HKD). Niezwykle urocze miejsce położone w malowniczej okolicy. Charakterystyczne dla Chin bramy, świątynie i w końcu Wielki Budda dostępny jest w całej okazałości po zdobyciu przeszło 300 schodków. Tu spędziłem najwięcej czasu, bo miejsce niezwykłe. Nie wiedziałem, że tak szybko zatęsknię za słońcem. Zdobywając posąg musiałem wygrzebać z dna torby zapomnianą już zimową kurtkę i wcale się nie zgrzałem. Wiał mroźny wręcz wiatr. Ręce skostniały mi od pstrykania fotek aparatem i tabletem (aby coś pokazać na bieżąco), ale było warto, wrażenia i widoki zaje... :-).






Dalej przesiadam się w autobus 21, który zawozi mnie do Tai O. To mała miejscowość z długą promenadą przez zatokę, oraz targiem ciągnącym się wąskimi uliczkami. Tu kupiłem przepyszne bułeczki. Na ogół znajdują się tu liczne stoiska głównie z rybami żywymi i suszonymi, a także ryżem i pamiątkami. Chińskie dekoracje i napisy nadają swoisty klimacik. Następna miejscowość to Wui Wo i Ferry Landing. Stąd po krótkim spacerze powracam do Tung Chung. Czekając na autobus przestudiowałem pojedyncze ceny biletów na poszczególne odcinki. Zakup dobowego okazał się dobrym posunięciem (wydałem mniej o 12 HKD; to akurat tylko ok. 5 PLN, ale chodzi mi raczej o słuszność podjętej decyzji). Jadąc z jednej do drugiej miejscowości za szyb autobusu można podziwiać przepiękne krajobrazy, bowiem region to góry i morze, a z tym związane liczne zatoki, łódki i malownicze wręcz miejsca do zatrzymania się i spacerów. W Tung Chung z ciekawości zwiedziłem centrum handlowe i metrem z przesiadką w Lei King jadę do Tsim Sha Tsui. Tu nieopodal docieram do miejsca zakwaterowania na Nathan RD. Ustalenie gdzie znajduje się Star Hostel nie było łatwe, bowiem nawet w samym hostelu widniała inna jego nazwa. Mimo wszystko szybko znalazłem lokum, a tam w 4 os. pokoju zastałem już zakwaterowanych Chińczyków.

wtorek, 18 lutego 2014

Puerto Princesa (Filipiny) Underground River i nie tylko - AZJA 2014' - zapiski z podróży

2014-02-14 PUERTO PRINCESA (FILIPINY)

Zaraz po zajęciu miejsca w Cebu Pacyfik Air zasnąłem. Lot trwał 1h 15 min nie zdążyłem nacieszyć się snem, kiedy za okna samolotu widzę brzeg, a właściwie piękne, zielone i ciągnące się pasmo górskie otaczające w oddali przestrzeń lotniska. Wow ... co za widok.

Sam terminal wielkości małego marketu, ale nie to tu najważniejsze. Ciężko przejść i nie być zaczepionym przez lokalne taxi. Ponieważ wybrałem się pieszo muszę wiele razy po drodze, mówić nie dziękuje, ale tego nauczyłem się już dawno. Do zakwaterowania jest blisko i chcę sam odkryć: ulicę, pensjonat i wszystko po drodze. W kilkanaście minut jestem na miejscu, a Pani z J-Lais Balai Turista w (pensjonat który wybrałem na pobyt) wita mnie po imieniu (nieco zniekształconym, ale jednak). Warunki bardzo fajne. Malutki pokój z łóżkiem niemal na całej powierzchni, klimatyzacja, indywidualna toaleta i łazienka - cóż chcieć lepiej. Odechciało mi się spać, prysznic i wyruszam zaprzyjaźnić się z Puerto Princesa :-). Wcześniej wymieniłem Euro bo karta nie wypłaca mi kasy. Dobrą ofertę zaproponowała pani z ochrony na lotnisku, tak więc transakcja zrealizowana.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Labuan & Kota Kinabalu (Malezja) - AZJA 2014' - zapiski z podróży

W Malezji podobnie jak w Brunei, jeżdżą "po niewłaściwej" stronie i gniazdka elektryczne zapożyczyli również z UK. Zaplanowałem, że do Malezji udaje się drogą morską. Konkretnie celem mojej wyprawy jest miejscowość Kota Kinabalu. W hostelu uzyskałem informację, że aby dostać się na przystań promową z której wodolotem popłynę do Malezji trzeba pojechać autobusem o 6:30, nr 37, 38 lub 39 do Muora, a tam przesiąść się w nr 33 do przytani. Jednak na dworcu okazało się, że jest autobus bezpośredni, a bilet kosztuje 2 brunejskie dolary (BND). Autobus wyjechał z 15 min opóźnieniem i dojechał bezpośrednio pod terminal w 50 min. Po drodze zauważam sporo fajnych widoków. A to duże ciekawe budynki mieszkalne, interesujące budowle użyteczności publicznej,  czy też dzieci na placach szkolnych i w drodze do szkoły w jednakowych mundurkach, co siłą rzeczy zwraca moją uwagę. Kierowca jedzie szybko i pewnie a pasażerowie często się zmieniają. Docieramy w końcu pod terminal, tam bez kolejki kupuje bilet (17 BND) dostaję pieczęć wyjazdową z Brunei i o 8:00 wypływamy do Malezji. Nie jest to bezpośredni kurs do Kota Kinabalu, a tylko pierwszy (z dwóch etapów podróży) na wyspę Labuan. Na pokładzie wodolotu czas płynie szybko, a jego znaczną część z blisko 90 min spędzam na podziwianiu krajobrazu. Może nie jest jakiś wyjątkowy, ale zawsze coś nowego.



niedziela, 9 lutego 2014

Bander Seri Begawan (Brunei Darussaleam) - AZJA 2014' - zapiski z podróży



Brunei (mal. Brunei, Brunei Darussalam), oficjalnie Państwo Brunei Darussalam (mal. Negara Brunei Darussalam) – państwo położone w Azji Południowo-Wschodniej, na północnym wybrzeżu wyspy Borneo. Brunei graniczy z Malezją. Ma dostęp do Morza Południowochińskiego. (źródło: Wikipedia).


Miejsce na krańcu świata, tak określają niektórzy egzotyczne Brunei. Inni pytają gdzie to jest, albo zastanawiają się co tam ciekawego można zobaczyć, a jeszcze inni pytają czy w ogóle warto tam pojechać ?.

Brunei to monarchia absolutna (sułtanat). Najważniejszą osobą w państwie jest sułtan, który jest jednocześnie głową państwa i szefem rządu, a jedyną legalną partią jest Zjednoczona Partia Narodowa Brunei (BNUP). To co można zobaczyć na miejscu po wcześniejszej lekturze niczym szczególnym nie zaskakuje, ale ma swój klimat. Daje też pogląd na życie tutejszej zróżnicowanej społeczności oraz przybyłych tu do pracy głównie mieszkańców Malezji i Filipin. Swoją przygodę z Brunei rozpoczynam od noclegu na lotnisku, bowiem lot liniami Cebu Pacyfic, którym przybyłem na Borneo ze stolicy Filipin Manili odbył się w nocy.


Lotnisko może nie największe, ale czyste przejrzyste i przyjazne. W hali przylotów znajdują się wygodne siedzenia i 3 normalne wygodne kanapy. Wprawdzie nie zrobiłem tu rezerwacji :-), ale od razu spojrzeniem zająłem jedną z nich, na której najpierw wypocząłem, a później przespałem do samego rana. Na lotnisku spokój i cisza, nikt nie przeszkadza, nikt nie budzi. Czyni to dopiero mój telefon który na wszelki wypadek ustawiłem na siódmą rano. Na sąsiedniej kanapie spał Australijczyk, którego najpierw mój telefon obudził, a potem moja mapa off- line zachęciłem na pieszą wyprawę do centrum Bander Seri Begawan.