niedziela, 9 lutego 2014

Bander Seri Begawan (Brunei Darussaleam) - AZJA 2014' - zapiski z podróży



Brunei (mal. Brunei, Brunei Darussalam), oficjalnie Państwo Brunei Darussalam (mal. Negara Brunei Darussalam) – państwo położone w Azji Południowo-Wschodniej, na północnym wybrzeżu wyspy Borneo. Brunei graniczy z Malezją. Ma dostęp do Morza Południowochińskiego. (źródło: Wikipedia).


Miejsce na krańcu świata, tak określają niektórzy egzotyczne Brunei. Inni pytają gdzie to jest, albo zastanawiają się co tam ciekawego można zobaczyć, a jeszcze inni pytają czy w ogóle warto tam pojechać ?.

Brunei to monarchia absolutna (sułtanat). Najważniejszą osobą w państwie jest sułtan, który jest jednocześnie głową państwa i szefem rządu, a jedyną legalną partią jest Zjednoczona Partia Narodowa Brunei (BNUP). To co można zobaczyć na miejscu po wcześniejszej lekturze niczym szczególnym nie zaskakuje, ale ma swój klimat. Daje też pogląd na życie tutejszej zróżnicowanej społeczności oraz przybyłych tu do pracy głównie mieszkańców Malezji i Filipin. Swoją przygodę z Brunei rozpoczynam od noclegu na lotnisku, bowiem lot liniami Cebu Pacyfic, którym przybyłem na Borneo ze stolicy Filipin Manili odbył się w nocy.


Lotnisko może nie największe, ale czyste przejrzyste i przyjazne. W hali przylotów znajdują się wygodne siedzenia i 3 normalne wygodne kanapy. Wprawdzie nie zrobiłem tu rezerwacji :-), ale od razu spojrzeniem zająłem jedną z nich, na której najpierw wypocząłem, a później przespałem do samego rana. Na lotnisku spokój i cisza, nikt nie przeszkadza, nikt nie budzi. Czyni to dopiero mój telefon który na wszelki wypadek ustawiłem na siódmą rano. Na sąsiedniej kanapie spał Australijczyk, którego najpierw mój telefon obudził, a potem moja mapa off- line zachęciłem na pieszą wyprawę do centrum Bander Seri Begawan.



Po drodze wybraliśmy z bankomatu tutejsze dolary (BND). 1 dolar (BND) = 2,40 PLN. Austarlijczyk nie wytrzymał jednak długo i po pół godziny marszu skapitulował i powrócił na lotnisko. Wieczorem miał lot do Australii. Rzeczywiście mimo wczesnej pory, bo wyruszyliśmy przed 8 rano grzało niemiłosiernie. Żar z nieba zmuszał do przystanków, aż w końcu na jednym z nich zatrzymał się taksówkarz i skuszony dobrą ceną (10 BND) podjechałem do miasta. Wysadził mnie w samym centrum, choć gdyby nawet nie to i tak tutaj wszędzie blisko.
 
Okolica portu lotniczego -  Lapangan Terbang Antarabangsa Brunei

Tu małe rozczarowanie. Schronisko młodzieżowe Pusat Belija w którym planowałem spędzić kolejną noc (najtańszy w BSB, koszt tylko 10 BND) był kompletny. Nie dało się go zarezerwować wcześniej przez neta, bo jak czytałem na forum działa na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Ale jak dobrze zrozumiałem na miejscu, pan oznajmił, że zajmują go obecnie grupy zorganizowane, a więc i tak nie byłoby szansy na rezerwację. Przyszło mi szukać noclegu na ulicy wypytując przechodniów, bo z dobrze oznaczonych hoteli były tylko te w cenie. Nie na moją kieszeń. A przynajmniej nie zamierzałem placić 100 USD za jakiś nocleg, bez przesady.

Targ w Bander Seri Begawan


Poszukiwania nie trwały długo. Ochoczo z pomocą przyszła mi 20-latka z Filipin, która najpierw znalazła mi w miarę tani hostel (za 35 tutejszych dolarów), a później jeszcze spędziła ze mną pół dnia (bowiem miała wolne od pracy). Zaproponowała, że pokaże mi miasto, co mi odpowiadało i było bardzo miłą niespodzianką. Gdyby lotnisko było bliżej skorzystałbym z gościnności Sułtana ponownie, bo standard na lotnisku wiele wyższy niż w hotelu, no ale do lotniska kawałek, a bladym świtem wyruszam najpierw z dworca autobusowego busem, a później wodolotem do Malezji. Muszę zatem pozostać na miejscu (w centrum stolicy), aby zrealizować swój plan w dniu następnym.

Brunei Darussalam
1. Nazwa państwa wzięła się od rzeki Brunei, u której ujścia powstał sułtanat.
2. Niepodległość od UK uzyskana 1 stycznia 1984.
3. Gęstość zaludnienia wynosi 66 osób/km².
4. Kraj ten jest 1,2 razy większy od Polski.
5. Główna religią jest Islam, 65%.
6. Najwyższym szczyt - Pagonprick, 1 850 m n.p.m.
7. Najdłuższą rzeką jest Belait.
8. Średnia roczna temperatura wynosi 27-28°C.







Nieopodal schroniska Pusat Belija w kierunku targu po jego przeciwnej stronie zlokalizowana jest chińska świątynia, którą warto oglądnąć zwłaszcza jeżeli dotychczas podobnej się nie widziało. Niewielka świątynia przyciąga mój wzrok. Raczej nie sposób się choć na chwilę przy niej nie zatrzymać. Jej wygląd zupełnie nie pasuje mi do otoczenia (albo otoczenie do świątyni). Wygląda jak doklejona do przystającego wysokiego budynku stojącego tuż za nią. Przyozdobiona czerwonymi lampionami ciekawie prezentuje się również o zmierzchu.


 
Obowiązkowym punktem zwiedzania w Bandar Seri Begawan jest Kampong Ayer (niektórzy nazywają: Wenecja Wschodu) - to ponoć największe na świecie miasto stojące w wodzie (na palach). Krótką prezentację w języku angielski możemy oglądnąć pod adresem: http://www.youtube.com/watch?v=Cp4i81qg8RY (link). Mieszka tu tysiące ludzi (mówi się o 40.000). Z daleka wygląda jak slamsy, a różne źródła podają odmienne liczby. Sama wioska jest naprawdę duża (składa się z 28 dzielnic) i znajdują się w niej nie tylko domy, ale również sklepy, szpital, szkoły, posterunek policji, meczety a ponoć nawet straż pożarna i wszystko to czym dysponuje każde miasteczko.

Przewodniczka która opowiadała na wynajętej łodzi o tym miejscu podawała bardzo wiele szczegółów dot. nie tylko samej wioski na wodzie, ale i całego Brunei. Taka usługa kosztowała 20 BND, pewnie można znaleźć tańszego przewoźnika (bez przewodnika), ale kobieta była profesjonalna w tym co robi. Na wyprawę zaprosiłem również poznane Filipinki, które nie miały dotychczas okazji poznać miasta z tej strony (jedna czy pięć osób koszt wynajęcia łodzi jest ten sam). Wyprawa do wodnego miasteczka utkwiła mi w pamięci. Taki widok dla kogoś kto widzi to po raz pierwszy na żywo to spore przeżycie.
  
 Chyba najbardziej okazałe w wiosce na wodzie prezentują się meczety 
(ufundowane przez sułtana ośmiu głównym dzielnicom Kampongu).


 



Każda dzielnica ma też zadaszoną przystań dla wodnych taksówek, skąd możemy popłynąć w każdym kierunku. Z łodzi widać jak życie tutaj normalnie się toczy: dzieci bawią się biegając gdzie się da, starsi wykonują codzienne czynności, które możemy obserwować niekiedy przez otwarte drzwi, a sporo osób wypoczywa przed swoimi domami na ławeczkach od czasu do czasu machając w naszą stronę. Po wyprawie do wodnego miasteczka ponownie udałem się oglądnąć architektoniczną chlubę Bander Seri Begawan, tj. wielki meczet zbudowany ku czci ojca obecnego sultana - Omara Ali Saifuddiena.


Warto dodać przy okazji, że oficjalna rezydencja sułtana to Istana Nurul Iman  (jest 3 razy większa niż Pałac Buckingham). Ba, to największy pałac królewski na świecie o niewyobrażalnych rozmiarach z 1788 pokojami, a przy tym 257 łazienkami. Hehe, pewnie można się zgubić, więc tam nie byłem :-).
"W garażu (a raczej w pięciu garażach wielkości hangarów) czeka na kaprys któregoś z członków rodziny lub ministrów 3 tysiące (niektórzy mówią o 5 tysiącach) najwspanialszych samochodów świata". (źródło)
Ale sułtan w swoim przepychu nie jest taki zachłanny, nie wszystko chce tylko dla siebie. Jak wspominałem ufundował ośmiu głównym dzielnicom Kampongu meczety, zbudował dla swoich poddanych w Jerudong  (22 km od miasta) park rozrywki z licznymi karuzelami, kolejkami i huśtawkami. Co ciekawe, zarówno wstęp i korzystanie ze wszystkich atrakcji parku jest bezpłatne (przynajmniej od czasu kiedy pojawiły się głosy o rozrzutności). Jak czytałem na jednym z portali odbyły się tu koncerty światowych gwiazd (między innymi wystąpili św. pamięci: Whitney Houston i Michael Jackson). Niestety nie miałem okazji być w tym miejscu i sprawdzić czy tak faktycznie jest (fajnie i za darmo). Ponoć na dziś park jest nieco zaniedbany. Poddani mogą też korzystać z przepięknego meczetu sułtana Omara Ali Saifuddina.

"Meczet Sultan Omar Ali Saifuddin Mosque, wzniesiony w 1958 roku, nazwany imieniem ojca panującego obecnie sułtana, razi w oczy bielą fasady. Błysk kopuł pokrytych szczerym złotem każe zmrużyć oczy. Tę największą, centralną, otaczają jeszcze złote kopułki zwieńczające ozdabiające meczet wieżyczki. Zwarta bryła meczetu przypomina nieco skrzyżowanie Tadż Mahal z renesansową świątynią. Otacza ją szum fontann osłoniętych kolumnadą. Ze śnieżnobiałą, marmurową bielą kolumn kontrastuje sterta porzuconych przez wiernych butów. Niestety tylko oni mogą oglądać wspaniałe wnętrze meczetu. Ściany z włoskiego marmuru i granitu z Szanghaju sięgają złoconego wnętrza kopuły. Podłogę wymoszczono grubym dywanem tkanym w Arabii Saudyjskiej. A światło sączy się przez witraże i płynie z kryształowych żyrandoli sprowadzanych z Anglii. Wokół meczetu uosabiający wyobrażenie muzułmańskiego nieba pyszny ogród pełen strzelistych palm i pięknych kwiatów. Obok sztuczna laguna. Na jej środku replika XVI-wiecznej barki 15. sułtana Brunei. Z niej widać meczet najpiękniej".  (źródło)

 



Mieszkańcy Brunei, a przynajmniej takie wrażenie można odnieść w stolicy kochają swojego wodza. Sułtan (Hassanal Bolkiah Mu'izzadin Waddaulah) został uznany kilkakrotnie przez magazyn „Forbes” za jednego z najbogatszych ludzi świata. Aktualnie jego majątek szacowany jest na 98 mld USD (w jego sklad oprócz setek wspaniałych aut wchodzą również m.in. "auta z historią w tle, jak bolid Formuły 1, który miał wątpliwą przyjemność zderzyć się z autem Michaela Schumachera. Gdyby wszystkie te samochody wyjechały naraz na ulicę, w całym Brunei zrobiłby się gigantyczny korek. Tymczasem szerokie ulice stolicy Brunei - Bandar Seri Bega wan (zwanej w skrócie BSB) - są zaskakująco puste."  (źródło)
Portrety sułtana i jego żon(y) można spotkać praktycznie wszędzie (żon, bo miał ich już kilka obecnie dwie). Od wszystkich państwowych instytucjach po prywatne mieszkania (jak twierdziła przewodniczka), sklepy bary i małe biznesy. Sam Sułtan na wszystko ma oko. Spogląda dumnie (nawet na mnie) - z każdego brunejskiego dolara, którym dysponuje, a jak nie trudno się domyśleć jego wizerunek wędruje w świat na każdym znaczku pocztowym, który chcesz wysłać. Robi to od dość dawna, bo jego historia panowania sięga roku 1961, kiedy został księciem Brunei, a 5 października 1967' sułtanem, po abdykacji swojego ojca. Jego koronacja odbyła się 1 sierpnia 1968r.



 



Następcą sułtana jest jego syn, książę Haji Al-Muhtadee Billah ibni Sultan Haji Hassanal Bolkiah.
Nie miałem okazji zobaczyć parady w mieście, ale widziałem małe przygotowania. Ponoć same parady towarzyszą wszelkim świętom i wydarzeniem rocznicowym i mają bardzo odświętny charakter. Chyba muszą wyglądać ciekawie (przypominają mi się w tym momencie nasze 1-majowe pochody z dawnych czasów, których notabene unikałem jak ognia), zapewne warto byłoby coś takiego zobaczyć w wykonaniu tutejszego społeczeństwa.


Przez krótki czas zanim opuściłem lotnisko zastanawiałem się czy będzie gdzie w Bander Seri Begawan zrobić fotkę, tak aby w tle występowała flaga Brunei. Szybko okazało się, że flagi są wszędzie (a czasem nawet ich przesyt). 

 
Pobyt w Brunei minął bardzo szybko. Towarzystwo sympatycznej filipinki nadało mojemu pobytowi nieco blasku. Potwierdziło też pierwsze wrażenie jakie odniosłem przybywając do Manili. Filipińczycy są bardzo mili, przyjaźni i uśmiechnięci co mnie bardzo się podoba. Po nieco oschłej Europie jakaś odmiana. W zasadzie w Bander Seri Begawan zobaczyłem wszystko co chciałem, może z wyjątkiem Muzeum Insygni Sułtana.  Ten okrągły biały budynek zakończony kopułą ma w środku bogato zdobione ubrania, drogie przedmioty, obrazy sułtana oraz jego rodziny, a także ogromna, królewska barka ciągnięta przez modele wystrojonych żołnierzy. Zobaczymy też tu tradycyjną broń w nie małej ilości, a także osobiste klejnoty i liczne odznaczenia Sułtana. Dużą część muzeum zajmują prezenty od głów innych państw. Sułtan Brunei dostał sporo interesujących i drogich przedmiotów (ale z fiskusem pewnie sobie radzi). Między innymi od przywódców państw arabskich np. zdobione złotem i szlachetnymi kamieniami noże, srebrna makieta Angkor Wat od króla Kambodży lub zielony wazon od królowej Elżbiety II. Tu przypomina mi się uwaga którą napisał jeden z podróżników odwiedzając to muzeum i uważnie oglądając jego zbiory.

"Nie do przeoczenia jest też muzeum insygni Sułtana, które bardzo dobrze odpowiada na pytanie; co dać komuś kto ma już wszystko. Także od królowej  Elżbiety II Sułtan Brunei dostał zielony wazon, który nie był najpiękniejszy. Myślę, że babcia Ela mogła się bardziej postarać". 

(źródło: http://kompas.travel.pl/kraj/SultanatBrunei (link).

Podczas pobytu w Brunei to muzeum jakoś wyleciało mi z głowy. A kiedy przechodziłem obok, nawet się nie zorientowałem, że to jest właśnie to. Co do jedzenia - jem mało i ostrożnie bo najczęściej jest tak ostre, że ponad planowo kupuje kolejne napoje :-), a w zasadzie niczym nie przyprawiam. Aż strach pomyśleć jak smakuje przyprawione. Jutro kolejne miejsce (państwo) - Malezja. Czeka mnie nowa przygoda bo nie do końca jestem pewien czy plan jaki przyjąłem się powiedzie. Oczywiście zakładam że tak, ale trudno to przewidzieć. Nie zbyt wiele znalazłem konkretnych informacji na temat podróży drogą morską z Brunei do Kota Kinabalu w Malezji gdzie się właśnie wybieram.

Jakimi zdjęciami zakończyć moją relację ? Specjalnie się nie zastanawiałem. Meczet Sułtana i przylegający pomost łączący ze zdobioną łodzią  (foty z wieczornego spaceru) jest dobry na każdą okazję i trafnie obrazują wrażenia z mojego krótkiego, ale bardzo udanego pobytu w Brunei :-)




Polecane linki:
http://www.youtube.com/watch?v=Cp4i81qg8RY (link)
http://kompas.travel.pl/kraj/SultanatBrunei (link)
http://www.travelbit.pl/przegladaj-relacje/azja/sarawak-i-brunei-2012/ (link)
http://podroze.onet.pl/klejnot-sultana/m4n68 (link)


Orientacyjne koszty:
--------------------------
Cebu Pacyfic - Manila (MNL) Filipiny - Bandar Seri Begawan (BWN) Brunei - 971 PHP (78 PLN)
opłata wylotowa za lot międzynarodowy z Filipin - 550 PHP (38 PLN)
taxi do BSB - 10 BND (24 PLN)
Hostel 35 BND (84 PLN)
zwiedzanie wioski na balach (motorówka) -  20 BND (48 PLN)


Więcej zdjęć z Bandar Seri Begawan (Brunei Darussalam)