Ta podróż może nieco zaskoczyć. Po wielomiesięcznym "wożeniu się" po atrakcjach Europy postanowiłem się wyrwać i dotrzeć trochę dalej. Padło na Amerykę Południową, a przy okazji Amerykę Północną. Plan jak zawsze ambitny 😉. Po noclegu w Nowym Jorku udałem się liniami Sprint Airlines na wyspę otoczoną Morzem Karaibskim, położoną w archipelagu Małych Antyli. Należąca do Królestwa Niderlandów - Aruba (Lad Aruba) wraz dwoma prywatnymi wyspami to jednocześnie jedne z Wysp Zawietrznych. Jej powierzchnia to 180 km², a sama wyspa położona jest zaledwie 25 km od brzegu Wenezueli.
Aż prosi się odwiedzić ten kraj, choć w aktualnej sytuacji geopolitycznej to raczej nie możliwe. Wyspą rządzi gubernator, a formalnie król holenderski przez wyznaczonego gubernatora. Choć wyspa posiada własną autonomie nie ma suwerenności, nie należy ani do Unii Europejskiej, ani do strefy Schengen. Ma za to własną konstytucję, autonomię i własną walutę Floren arubijski (AWG). Bez problemu wszędzie można płacić amerykańską walutą USD.























