Svalbard - to norweska prowincja na Oceanie Arktycznym z największą wyspą Spitsbergen. Jej zarządcą jest gubernator, a jego siedziba to stolica Svalbardu -Longyearbyen. Dostałem się tu na pokładzie linii lotniczych Norwegian Air Shuttle docierając w to miejsce z Tromso. Okres września okazał się bardzo łaskawy, bo panujące temperatury w ogóle nie były dokuczliwe. Archipelag posługuje się nazwą "Svalbard" od roku 1925, kiedy to Norwegia objęła zwierzchnictwo nad wyspami. Zmiana nazwy archipelagu, wcześniej nazywanego w całości Spitsbergenem, miała podkreślić ciągłość zwierzchności norweskiej od czasów wikingów. Przyjmuje się, że wyspy te znane były wikingom już wcześniej, a ponowne odkrycie wysp przez holenderskiego odkrywcę Willema Barentsa miało miejsce w roku 1596. Na Spitsbergenie dni polarne (lato polarne) nor. polarsommer występuje w okresie od 20 kwietnia do 26 sierpnia i charakteryzuje się tym, że słońce nie zachodzi. Zaś noce polarne, nor. polarnatt występujące w okresie od 26 października do 15 lutego. Wówczas jest całkowicie ciemno i nie ma różnicy miedzy dniem i nocą. Wtedy słońce jest poniżej horyzontu, ale na niebie widoczne są niebieskie i czerwone smugi światła. Z uwagi na występujące tu właśnie zorze polarne obecnie Svalbard przyciąga rzesze turystów, którzy prześcigają się w uchwycaniu najbardziej spektakularnych widoków. Archipelag to ok. 60% powierzchni pokrytej przez lodowce, a najwyższy jego szczyt mający 1713 m n.p.m. to Newtontoppen.
Wybór noclegu w Longyearbyen był dość oczywisty. Gjestehuset 102 jako jedyny oferował dość rozsądną cenę, więc nie było się nad czym zastanawiać. Łóżka i pomieszczenia wspólne były ok i niczego tam nie brakowało. Obiekt oferował również różnego rodzaju wyprawy i wycieczki. Ja skusiłem się na rejs statkiem. Drogo, ale wyjątkowe przeżycie, więc warto. Rejs z braku chętnych w tym okresie odbył się dla zaledwie kilku osób, a więc był niemal prywatny. Zdecydowanie było więcej osób obsługujących niż turystów. Zdążyłem zaglądnąć w każdy zakamarek. Zrobić zdjęcie z kapitanem i jeszcze kilka innych. Dojazd z lotniska niemal pod hostel był wygodny i bezproblemowy. Kierowca zadbał, aby każdy trafił tam gdzie dokładnie chce jechać pytając każdego wysiadającego o jego zakwaterowanie.
W Longyearbyen obowiązują specyficzne prawa, np. z uwagi na wieczną zmarzlinę od roku 1950 obowiązuje tu zakaz pochówku zmarłych. Żartobliwie można by powiedzieć, że obowiązuje zakaz umierania. Władze miasteczka (burmistrz) apelują do ciężko chorych, aby ci w ostatnich dniach życia opuścili archipelag i wrócili na kontynent, gdzie mogą być realnie po śmierci pochowani. Są też sytuacje nadzwyczajne. Jeśli ktoś umrze na miejscu, zupełnie niespodziewanie, zwłoki transportuje się na kontynent i tam są chowane. W rzeczywistości występuje nie tylko zakaz umierania, ale i narodzin. Kobiety w ciąży mają prawny obowiązek opuszczenia wyspy na 3 tygodnie przed planowanym porodem, bowiem nie ma tu specjalistycznej opieki, tj. np. sali porodowej. Są też oczywiste choćby zalecenie noszenia ze sobą broni i zakaz opuszczania miasta bez niej w celu ochrony przed niedźwiedziami polarnymi. Surowe warunki sprawiają, że mieszkańcy mają różnego rodzaju ograniczenia, ale decydując się na życie w tym miejscu, każdy musi mieć tego świadomość.
W drodze do Gdańska zajrzałem do Malborka, aby odświeżyć sobie pamięć co do wyglądu zamku. Tylko na zewnątrz, bo dość wczesne poranne godziny nie pozwalały na zwiedzanie jego wewnątrz.


































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Masz coś do powiedzenia napisz :-)