niedziela, 21 kwietnia 2013

EuroTrip April 2013 część 4 - London (pierwszy raz)

Londyn (ang. London) – miasto w południowo-wschodniej części Wielkiej Brytanii. Wydaje się, że każdy już tu był, wszystko widział i nie ma o czym pisać. No może... Wprawdzie Wielka Brytania nie jest mi obca, ale konkretnie po Londynie nie miałem przyjemności zwyczajnie pochodzić (ani też nigdy nie byłem tu tranzytem). Mając taką okazję z tym większą chęcią i ciekawością realizuje to wyzwanie.
Wyzwanie no tak, bo przelot do i z Londynu zaplanowałem w ostatniej chwili rezygnując z lotu powrotnego do Katowic z Alghero przez Frankfurt Hahn (w którym miałem mieć nocleg) i zamieniłem to na Londyn. Jako, że nie bardzo miałem kiedy się przygotować pojawiły się obawy jak ogarnę to miasto, ale wydrukowane mapki i dobry pożyczony przewodnik przestudiowany głównie podczas lotów musiały wystarczyć. Mam praktycznie cały dzień, aby zobaczyć to co w Londynie zobaczyć koniecznie trzeba. Szału nie ma, ale na rozglądnięcie się musi wystarczyć.  


Przylot do Portu lotniczego Londyn-Stansted odbywa się zgodnie z rozkładem lotów. Zastaję sporą kolejkę do przejścia przez bramki kontroli w każdym z kilku stanowisk i staję w jednej z nich (ponoć tu tak zawsze). Z lekką zazdrością patrzę jak praktycznie bez żadnej kolejki sporo osób przechodzi płynnie korzystając z nowoczesnych samoobsługowych punktów odprawy. Niestety jest mały haczyk - trzeba mieć paszport biometryczny. Mój pamięta czasy kiedy takich cudów nie było :-). Notabene zaraz po powrocie wyrobiłem taki nowszy. W kolejce zeszło ponad 20 minut, ale do miejsca obok terminala, z którego odjeżdżał do miasta easyBus, dotarłem ze sporym zapasem czasu. Ceny biletów u tego przewoźnika na taki kurs zaczynają się od  £4 w obie strony, oczywiście ta cena to dla kilku pierwszych osób. Na konkretną godzinę mnie się udało kupić przez neta za:  £9,99 w jedną i  £4,49 bilet powrotny. Ceny są różne u różnych przewoźników i w zależności od terminu, godziny odjazdu, i popytu zmieniają się. Busy odjeżdżają średnio co 30 min. Mnie udało się pojechać do Londynu kursem o godzinę wcześniej niż miałem wykupiony bilet (były wolne miejsca i kierowca bez problemu zgodził się mnie zabrać). Busik sprawnie przebił się przez zatłoczoną drogę, głownie w mieście. 
Na "Baker Street" gdzie jest przystanek końcowy wymieniłem w kantorze parę  € na  £, aby przynajmniej zjeść jakiś normalny obiad,. Przydadzą się też na metro, które zaplanowałem zweryfikować (znaczy sprawdzić czy takie dobre jak piszą w przewodnikach). Przydałyby się też może i jakieś zakupy na powrót do domu zrobić, ale z bagażem podręcznym nie poszaleje. Po dojechaniu na miejsce ze sporym zapałem ruszyłem na miasto. Drogę przemierzam spacerkiem najpierw kierując się mapą, a potem podążam po prostu za tłumem (owczym pędem), który wyraźnie wyznaczył mi kierunek.  
  



Trafalgar Square (centralny plac miasta i miejsce wielu ważnych wydarzeń)

Dochodząc na centralny plac miasta natrafiam na uczestników "2013 London Marathon" ulice są częściowo pozamykane i panuje spory ruch pieszych. Ze względu na zamachy w Bostonie, które miały miejsce kilka dni wcześniej również w Londynie wzmocniono środki bezpieczeństwa. Wszędzie na trasie rozstawieni byli policjanci wzmocnionej obsadzie i jak przeczytałem później służby organizatora spodziewały się nawet pół miliona widzów, a tu do tego wszystkiego jeszcze całkiem przypadkiem dołączyłem i ja :-). 


W tym maratonie samo dobiegnięcie do mety jest dużym sukcesem, bowiem do pokonania dystans aż 42 kilometry. Biegło 36 tys. osób, najszybszy był Etiopczyk, a każdy finalista dumnie niósł przewieszony przez głowę medal i reklamówkę z drobnymi gadżetami. Organizatorzy londyńskiego maratonu obiecali także przeznaczyć na pomoc ofiarom zamachów w Stanach Zjednoczonych dwa funty za każdego maratończyka, który dotrze do mety w tym dniu przed pałacem Buckingham (wiadomo nie wszyscy dadzą radę).


Chcąc, nie chcąc chwilę przyglądnąłem się wyczynom sportowców bowiem w tym roku trasa maratonu rozpoczęła się w Blackheath, a skończyła w pobliżu Pałacu Buckingham. Uczestnicy przebiegli część trasy u progu najbardziej rozpoznawalnych zabytków Londynu: w tym Tower Bridge, Canary Wharf i Big Bena.



Właśnie z uwagi na trasę i miejsce zakończenia maratonu moja wędrówka przeplata się kilka razy z 
"2013 London Marathon".

     Koło widokowe - London Eye  


Nieopodal London Eye w kierunku Big Bena trafiam na knajpkę z dobrym azjatyckim jedzeniem (fota wejścia powyżej) za  £7,99 (szwedzki stół, jesz ile chcesz, napoje płatne osobno).  Jest całkiem swojsko i można poczuć się jak u siebie. Dwie osoby z obsługi w knajpce mówiły po polsku :-), nie mówiąc już o klientach bo raczej ten język w Londynie jest jednym z najczęściej spotykanych poza angielskim, a przynajmniej odniosłem takie właśnie wrażenie. Tuż obok knajpki, można skorzystać z bezpłatnej toalety. 

 Jak sięgnąć okiem wszędzie widać coś ciekawego i w zasadzie mając sporo jeszcze czasu tak się kieruje raczej na czuja niż wg jakiegoś planu. Londyn to miasto, w którym nie można się nudzić. Oglądam kolejne atrakcje Londynu i wciąż pojawiają się nowe :-). Jak sięgnąć okiem po każdej stronie coś zachęca. Ta wizyta w mieście to tylko przedbiegi przed jakąś dłuższą wyprawą do tego miasta. Tutaj trzeba poświęcić nieco więcej czasu niż gdzie indziej. Londyn podobnie jak Paryż przyciąga do siebie. Tak więc delektuje się każdym ciekawym obiektem, robiąc kolejne foty, do mojej kolekcji "archiwumX".
   




 Houses of Parliament i Big Ben



Wielka Brytania (Londyn) - Tower Bridge




 Czas powoli dobiega końca, trzeba się zbierać w kierunku  "Baker Street". Odjazd easyBus z miejsca nieopodal przyjazdu. W tę drogę wybieram się tak jak zaplanowałem - metrem (chyba najdroższym poza taksówkami oczywiście, środkiem lokomocji). Metro jest za to bardzo dobrze rozwinięte, posiada 12 linii i mile zaskoczenie - obsługa automatu również w języku polskim. Znakomicie przygotowane mapki w każdym punkcie metra (ogólna + dla konkretnej stacji pokazuje co w pobliżu) sprawdziłem na trzech. Muszę przyznać, całkiem fajne przygotowane. 

W metrze spotykam młodego chłopaka, który tłumaczy mi mocno składając się, gdzie mam się przesiąść. Wsiadamy razem i wymieniamy poglądy próbując złapać wspólny język. Do końca mieszanka angielsko - rosyjsko - polska była bardzo dobrym zestawieniem. Gadka tak się rozkręciła, że wracający z pracy zmęczony młody człowiek (jak się okazało z Kazachstanu) pojechał ze mną 3 przystanki dalej niż jego przystanek końcowy metra, aby mnie wysadzić na właściwym. Czyżbym wyglądał na zagubionego ? Hehe, no spoko, no może :-), wydaje mi się, że zwyczaje tęsknił za domem, może innym towarzystwem - bo jak usłyszał, że ja jestem z Polski to wyraźnie się ożywił i taki był już do końca (bądź co bądź Kazachstan nie leży zbyt blisko Polski, ale zawsze to ten sam kierunek :-). A może miał coś wspólnego z naszym krajem, ale nie zdążyłem zapytać. Szczerze mówiąc to bardzo miło z jego strony, że nie pozwolił mi zabłądzić w londyńskim metrze.

 Na  "Baker Street" docieram godzinę przed odjazdem busa. Sprawdzam czy aby na pewno dobrze dotarłem bo przystanek jest mało przekonywający i nie ma oznaczenia easyBusa (inni przewoźnicy mają swoje tabliczki). Turystki z Niemiec potwierdzają, że również czekają na tego przewoźnika więc jestem spokojniejszy. Po chwili podjeżdża wcześniejszy kurs. Kierowca ponownie zabiera mnie bez problemu. Mam zatem większą szansę złapać fajną "miejscówkę" na lotnisku. Odlot na Katowickie Pyrzowice za 6 godzin, zatem znajduje miejsce dla siebie i chwila drzemki. Tak naprawdę całkiem  nieźle się wyspałem, wstaje zanim budzik przypomina mi o konieczności podejścia w kierunku stanowisk kontroli. Tu pan z securite dość administarcyjnym tonem cofnął mnie z bramki, ponieważ nie czyta kod kreskowy z wydrukowanego przeze mnie biletu. Zwykle wszędzie w takim przypadku wpisują ręcznie, ale w Londynie chyba to zbyt uciążliwa czynność, a może się nie chce. Na szczęście jakieś stanowisko Ryanair widzę czynne, wiec poprosiłem z daleka uśmiechającą się panią obsługującą ten punk, aby wydrukowała mi bilet, co bez żadnego problemu uczyniła. Nie pozostało nic jak tylko poza słownym podziękowaniem odpowiedzieć uśmiechem. Po chwili czytnik bramki dokonał weryfikacji lotu i zgodził się łaskawie na moje wejście do strefy kontroli, ale już tutaj poszło bardzo sprawnie. 

W Katowicach Pyrzowicach docieram najpierw odebrać auto z parkingu AGAMI przy ul. Piłsudskiego 8 (3 min do terminala, właściciel na życzenie podwozi). Z parkingu korzystam regularnie z uwagi na dobrą cenę za postój. Następnie jadę do 24h Subwaya przy stacji benzynowej, aby zafundować sobie przyzwoitą kawę, której degustację kończę już w drodze do domu.

Tak kończy się mój kwietniowy EuroTrip. Muszę koniecznie dodać: kolejny udany EuroTrip.   

5 odwiedzonych krajów, 9 lotów samolotem, 11 dni podróży (może trudno w to uwierzyć, ale wydaje tak jak planowałem na tą całą wyprawę mniej niż jeden tysiąc złotych). 

Hehe, tyle się oblatałem, a nie zdobyłem żadnej nowej flagi. Za to odwiedziłem ponownie kilka krajów (w tym "moją Portugalię")  i miast zdobywając kolejne doświadczenia. Poznałem też interesujących ludzi oraz nowe bardzo ciekawe miejsca, do których zapewne kiedyś zechcę wrócić. 



Orientacyjne koszty:
-----------------------------
Ryanair Alghero - Londyn - € 33,60
Ryanair Londyn - Katowice -  £ 9,18
Londyn transfer easyBus (na i z Airport - A Baker Street London) - £ 14,48
Londyn metro (bilet dobowy) -  £ 8 ,00 



Więcej zdjęć z: Londyn (Wielka Brytania)