środa, 25 maja 2016

Ameryka Północna "Wielka Majówka" Cztery kraje, cztery stolice, w cztery dni. Managua (Nikaragua)

Pomysł na wizytę w Managua był całkiem przypadkowy. Będąc w Miami chciałem wyskoczyć gdzieś na parę dni, aby nieco ochłonąć od Stanów, zanim na dobre je opuszczę wracając do Europy. To miał być taki kilkudniowy wypoczynek z dala od "wielkiego świata", a skończyło się ... mógłbym powiedzieć jak zawsze. Cztery kraje, cztery stolice w cztery dni :-). Tak idiotyczne jak genialne, w skrócie - 4w1 - czyli okazja na cztery nowe flagi do kolekcji. 
Początkowo szukałem połączenia konkretnie do Panamy, którą koniecznie chciałem zobaczyć. Jednak rozkład i ceny lotów w zasadzie podyktowały mi trochę rozbudowaną trasę mojej podróży, która oprócz Managua (Nikaragua) dodatkowo przebiega przez trzy inne miasta Ameryki Środkowej. Podróżując wyłącznie lądem pewnie uzyskałbym lepsze ceny i wiele więcej zobaczył, ale opcja taka wymaga zdecydowanie więcej czasu, a tego niestety zbyt wiele nie miałem. 
Na moich przewoźników wybrałem Taca Int.Airlines oraz Copa Airlines, którzy w owym czasie zaoferowali całkiem rozsądne ceny. Ostatecznie jednak loty Taca wykonała Avianca (kolumbijskie narodowe linie lotnicze).  


Zestawienie lotów Miami (USA) - Ameryka Środkowa - Miami (czytamy od dołu)

Lot z Miami do Managua na pokładzie Airbus A319 przebiegł bezproblemowo. 24h lotnisko Augusto C. Sandino International Airport w Managua (MGA) znajduje się 11 km od centrum miasta. Dojazd: kogo nie zapytasz - usłyszysz jedno taxi, taxi, albo taxi. Chyba innego wariantu dla turystów nie znają :-).
Z ciekawości zapytałem o cenę, (25$) przy tej biedocie wokół może szokować. Wiadomo, w tych krajach trzeba się targować i pewnie spokojnie zgodziłby się ktoś na kurs za połowę (bo oferentów sporo, a klientów nie widać). Ja jednak wybrałem tymczasowo plan "B". Plan niezawodny i prosty - czyli piechotę, a potem się zobaczy. To sprawdza się niemal zawsze jak masz czas, a mnie się nigdzie nie spieszyło. Przeciwnie chciałem zobaczyć coś po drodze. Zwykle jak odejdziesz trochę od lotniska to ceny szybują mocno w dół. 


Historia miasta Managua nie jest tak długa jak bolesna. Od moment kiedy otrzymała prawa miejskie (w roku 1846) upłynęło zaledwie 9 lat i miasto doczekało się miana stolicy. W położonym w zachodniej części Nikaragui miasteczku nad jeziorem Managua niestety na próżno szukać zabytków. Te przez kolejne liczne klęski żywiołowe zostały niemal doszczętnie zniszczone. Z najważniejszych tragicznych zdarzeń wymienić należy: wielka powódź (1876), pożary (1885 i 1936 oraz dotkliwe trzęsienia ziemi (1931 i 1972). W tym ostatnim życie straciło ponad 10 tysięcy ludzi, a cała historyczna część miasta legła w gruzach. Później jeszcze o Managuę upomniał się huragan Mitch. Tak z grubsza można opisać to co przyczyniło się do dzisiejszego efektu jaki przybywając do tego miejsca możemy zobaczyć. Celowo pominąłem tu wątek i okres dyktatury Anastasio Somoza Debayle, która zakończyła się wraz z powstaniem nowego ruchu społecznego pod koniec lat 70-tych, bowiem ta zdecydowanie zasługuje na odrębną opowieść. 

Przez drogę oprócz nieustannych klaksonów taksówkarzy, nieco zdziwionych spojrzeń mieszkańców ze swoich podwórek towarzyszyły mi nie wiem co to - pomniki kwiatów ? Ot taki wystrój z wielkich metalowych kwiatów może co 100 metrów pośrodku drogi rozdzielając ją na przeciwlegle pasy. 
Dobrą godzinę zajęło mi pokonanie ok 4 km. W tym zatrzymałem się jeszcze w jakimś barze na mały lunch. Spokojnie pokonałbym resztę drogi pieszo, ale zaczęło się ściemniać i stwierdziłem, że czas powrócić do planu "A" czyli taxi :-). Dwóch kierowców odesłałem z kwitkiem bo mieli poprzewracane w głowach wołając 15$. Wybrałem trzeciego bo ten bez zastanawiania się zdecydował zawieść mnie do hostelu za 5$. Mówił, że zna drogę, ale jakby nie moja nawigacja zajechalibyśmy chyba na rano. Kompletnie nie miał pojęcia gdzie jest ten adres, ale w zaparte twierdził, że wie. Trafił w końcu jak mu wskazałem gdzie ma jechać. 


Hostel Casa Liz okazał się bardzo przyjemny. Za 10$ USD dostałem pokój na wyłączność i byłem zdaje się jednym z 4 gości którzy w nim przebywali. Wybrałem się na oględziny okolicy i zakupy w pobliskich sklepie. Szczerze tam nic nie było. Najbardziej rozpoznawalny towar to piwo, które popijali tu wszyscy przesiadując na krawężnikach. Zacząłem zastanawiać się czy w Managua jest bezpiecznie. Nie dlatego, że czułem jakiekolwiek zagrożenie, ale dlatego że hostel "ubrany był" w druty kolczaste niczym twierdza.    

Rankiem wyruszyłem na miasto. Mając spory zapas czasu na lot do San Salvadoru chciałem zobaczyć uliczne życie mieszkańców Managua. Tu wszyscy czymś handlują. Wszystkim i niczym, a straganowe stoiska połączone jedno z drugim wydają się nie mieć końca. Choć może się mylę, miasto ma też mały problem z czystością na ulicach. 
 

Inaczej jest na lotnisku. Tu mamy jakby inny świat. Pełny luksus, któremu niestety towarzyszą luksusowe ceny. Wizyta w Nikaragui była za krótka, aby poznać piękno tego kraju i poczuć w pełni słońce opalając się na plażach Morza Karaibskiego, ale wystarczająca aby zgodnie z planem z jednej stolicy Ameryki Środkowej wyruszyć do kolejnej. Tym razem lecę do San Salvador w Salwadorze.  





Info:
waluta: Cordoba (NIO) = 100 centavos, 1 USD = 27,98 NIO (aktualny kurs
MSZ: http://msz.gov.pl/pl/informacje_konsularne/profile_krajow/nikaragua (link)



orientacyjne koszty:
----------------------
Avianca - Miami (MIA) - Managua (MGA) - 436 PLN
opłata wjazdowa na lotnisku 10$
taxi do hostelu 5$
hostel Casa Liz 10$
komunikacja miejska (na lotnisko) - 2 PLN



Więcej zdjęć z Managua (Nikaragua)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz