poniedziałek, 13 października 2014

Dzień 06 - Santiago (Chile) Przemytnik z Polski - Ameryka Południowa 2014' - zapiski z podróży


Wylot z Sao Paulo na pokładzie Beoinga 737-800 z nowym, dla mnie przewoźnikiem Austral zaplanowany na 2:00 w nocy odbył się z ponad godzinnym opóźnieniem. Załoga w trakcie lotu zaserwowała ciastko i napoje. Bladym świtem zjawiłem  się na lotnisku (EZE) w Buenos Aires. Do kolejnego lotu miałem jeszcze trochę czasu. Nieco wyspany poszwendałem się po jego zakamarkach, aby nieco później zakupić kartki pocztowe, zaadresować popijając dobrą kawę w jednej z tutejszych knajpek. Specjalnie poczekałem po stronie przylotów do godziny 9:00 kiedy to otwierają tutejszy mały lotniskowy punkt pocztowy, który wypatrzyłem. Kiedy okazało się, że o dziewiątej nikt go nie otwiera, zasięgnąłem języka na stoisku obok. Uprzejma pani wytłumaczyła mi, że akurat w poniedziałki jest on nieczynny, co pisze na drzwiach :-). Hehe, pewnie ze znajomością hiszpańskiego sam bym to wyczytał, a tak ... (wprawdzie mam ze sobą słowniczek i rozmówki, ale do tak złożonego słownictwa jak dni tygodnia nie dobrnąłem) :-). Wysyłka pocztówek z Argentyny, która jest dla mnie priorytetem musi niestety poczekać (o tydzień, kiedy tu ponownie powrócę). Jako, że bilet z Buenos Aires do Santiago otrzymałem  jeszcze w Sao Paulo od Austral (a właściwie LAN) udałem się bezpośrednio do właściwego gate. Tu usłyszawszy dwukrotnie wyczytywane jakby moje nazwisko, podszedłem do punktu odprawy, gdzie zwyczajnie odnotowano moją obecność (co za troska) :-).




Sprawdzają ponieważ są to inne linie (tym razem SKY Airline) niż te którymi odbył się pierwszy lot. Tu odbyło się bez niespodzianek i o 12:30 ląduje w Santiago de Chile (SCL). Na szczęście w Santiago mam tylko jedno lotnisko przylotu i wylotu, więc będzie łatwo, miło i przyjemnie.

Przynajmniej tak sobie myślałem, do czasu kiedy to służby celne widząc moją białą radosną twarzyczkę nie zakłóciły mojego wewnętrznego spokoju. Kontrola bagażu sprowadziła się do sprawdzenia jakie artykuły spożywcze przewożę. A było to ciastka, kisiel, kawa, herbata, gorący kubek, orzeszki słone, rodzynki i batoniki czekoladowe. Najpierw duże zainteresowanie wzbudziły 100 g orzeszki słone, które celnik wywracał na wszystkie możliwe strony ostatecznie dając im spokój (kiedy zaproponowałem, że może otworzę), ale kiedy pod spodem dostrzegł rodzynki wymownie pokiwał na boki głową i coś powiedział (po hiszpańsku). Po jego minie widziałem, że nie jest dobrze. ... Najpierw spisał protokół świadczący o wykryciu nielegalnego wwozu na teren Chile artykułów spożywczych pochodzenia roślinnego, a później przekazał go do policji, gdzie inspektor prowadził postępowanie wyjaśniające w sprawie. Mimo, że nie było to moim ani zamiarem, ani zajęciem zupełnie przez przypadek "zostałem przemytnikiem z Polski". I to czego ? Paczki rodzynek (z Lidla).



Wyczekałem się na swoją kolejkę ponad godzinę, ale na moje szczęście oficer prowadzący postępowanie okazał się miłą, sympatyczną osobą, która się przedstawiła i opisała dokładnie w czym rzecz na translatorze po polsku. To wszystko już wiedziałem bo lecąc do Ameryki Południowej z Polski miałem pewne wątpliwości. Nawet przetłumaczyłem te wszystkie artykuły na hiszpański i miałem o nie zapytać w samolocie. Ale po dwóch nocnych lotach, opóźnieniu zupełnie wyleciało mi to z głowy. Oficer był jednak na tyle wyrozumiały, że przyjął moją argumentację, iż nie byłem świadomy, że jest to nielegalne. 100 g rodzynek zatrzymało mnie na lotnisku dobre ponad dwie godziny, a w dodatku stałem się notowany :-). Heh, muszę się w tym kraju z prawem pilnować. Za wwożenie do Chile artykułów spożywczych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego grożą wysokie kary pieniężne. Raczej na długo będę o tym pamiętał.



Z portu lotniczego (SCL) do centrum Santiago można dostać się na dwa sposoby. Autobusem lotniskowym Tur Bus. Bilet kosztuje 1.500 CLP w jedną i 2.600 CLP w obie strony. Autobus jedzie do stacji metra Pajaritos (to początkowa stacja metra znacznie oddalona od centrum). Jest też drugi przewoźnik Centropuerto, gdzie bilet kosztuje odpowiednio 1.500 i 2.900 CLP. Obaj przewoźnicy kursują dość często i nie trzeba długo czekać. Centropuerto jest droższy, ale jedzie znacznie bliżej centrum do stacji metra Los Heroes i nie muszę dodatkowo korzystać z metra. Z tego miejsca na piechotę udałem się do nieodległego Traveller's Place Hostel. Sam hostel nie porywa (ma słabe WiFi), ale jest cicho i spokojnie , a w 8 os. pokoju nocuje sam. Jak na ten standard nie najgorsze śniadanie i bardzo miły i pomocny personel.


Dziś robię sobie dzień gospodarczy: pranie (bo zostaje w Santiago kilka dni, wyschnie), zakupy i zapoznanie się z najbliższą okolicą.

Chile to niezwykle ciekawy kraj, kraina niezliczonych atrakcji, zarazem najdłuższe państwo Ameryki Południowej. Rozciąga się długim pasem wzdłuż Oceanu Spokojnego z północy na południe, a przez całe Chile przebiega pasmo górskie AndówDo Chile należą tez liczne wyspy przybrzeżne i wyspy na otwartym oceanie (w sumie ok. 3 tys.) Na południu kraju znajdziemy śnieg i wiatry Patagonii. Górzysty archipelag z największą wyspą Ziemią Ognistą. To tu znajduje się najdalej na południe wysunięty punkt kontynentu przylądek Horn, zaś na północy znajdziemy Atakamę (jedną z najsłynniejszych pustyń na świecie)
.  





 
Ciekawostki / Przydatne informacje:
------------------------------------- 
1. Rygorystyczne przepisy fitosanitarne zakazują przywozu do Chile wszelkich artykułów spożywczych w stanie surowym (np. owoców, warzyw, mięsa, kiełbas, serów, miodów, nasion, roślin). Bezwzględnie zaleca się wpisywanie do deklaracji sanitarnej wszelkich przewożonych przez turystę produktów pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Przy wjeździe do Chile bagaże są prześwietlane, w przypadku znalezienia zabronionych produktów, które nie zostały zadeklarowane, nakładane są bardzo wysokie kary, bez możliwości apelacji (http://www.sag.gob.cl/). (link)
2. Waluta: Peso chilijskie (CLP) = 100 centavos, 1 USD = 590 CYP;


Kurs waluty na lotnisku to ok. 560 CYP za dolara, zaś na mieście 590 CLP (zależy, gdzie i ile wymieniasz).