Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autokar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autokar. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 października 2014

Dzień 24 - La Paz (Boliwia) - Tiwanaku (Day Tours) Ameryka Południowa 2014' - zapiski z podróży

Rankiem zgodnie z rozkładem jazdy autokar zjawia się na Bus Terminal w La Paz. To ostatni dzień w tym mieście i już wcześniej postanowiłem, że zagospodaruje go wybierając się do Tiwanaku (Tiahuanaco). Jest to największy ośrodek kultury andyjskiej z okresu regionalnego (powstały w VI wiek p.n.e), położony w pobliżu jeziora Titicaca na wysokości 3800 m n.p.m.  Został wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.
Taką wycieczkę można wykupić bezpośrednio na Bus Terminal za 60 BOB, osobno należy zapłacić 80 BOB przewodnikowi za wstęp do muzeów. Ja wykupiłem ją w Agencji "Titicaca" (miła uprzejma obsługa), ale jest ich wiele i wszystkie oferują podobną cenę. 

Warto dodać, że Boliwijczycy zauważają i ceną doceniają zamożność turystów. Taki sam wstęp dla nich kosztuje 10 BOB, a dla studentów (Boliwia) 3 BOB. Jest lekka różnica. Ponieważ mój hostel jest blisko wyskoczyłem nieco ogarnąć się i powróciłem na dworzec na 9:00. Wraz z przewodnikiem (po angielsku i hiszpańsku) wyruszyliśmy zwiedzić "ośrodek duchowy i polityczny kultury Tiwanaku".  

"Zachowane ruiny monumentalnych budowli pochodzą z okresu największego rozwoju ośrodka. Zachowane w centrum zabudowania to kompleks dwóch, połączonych ze sobą drogą, zespołów ruin zajmujący powierzchnię ok. 3,0 km2. W skład pierwszego zespołu wchodzą: wzgórze Akapana, Calasasaya, Putuni oraz częściowo zagłębiona w ziemi mała świątynia. Zespół drugi to pozostałości Puma Punku.

poniedziałek, 20 października 2014

Dzień 13 - Montevideo (Urugwaj) We Wschodniej Republice Urugwaju - Ameryka Południowa 2014' - zapiski z podróży

... co tu dużo pisać. Dziś wybieram się do Montevideo w Urugwaju, aby zdobyć flagę tego kraju  zaglądając do samej stolicy :-). 

Na tym mógłbym zakończyć posta, ale chce się podzielić spostrzeżeniami z tego państwa, bo już z samej nazwy wciąż jest dla mnie egzotyczny jak przed laty, kiedy próbowałem sobie wyobrazić gdzie to w ogóle jest. 

Wg. Wikipedii "Urugwaj (Uruguay, Wschodnia Republika Urugwaju – República Oriental del Uruguay) – państwo w Ameryce Południowej, nad Atlantykiem, graniczące z Argentyną od zachodu i Brazylią od północy. Stolicą państwa jest Montevideo, port atlantycki u ujścia La Platy. Po drugiej stronie tego estuarium leży stolica Argentyny – Buenos Aires. Dawniej Urugwaj stanowił część Wicekrólestwa La Platy i nosił nazwę Banda Oriental (Brzeg Wschodni)". La Plata jest najszerszą rzeką świata. Na wysokości Montevideo ma  ponad sto kilometrów szerokości, a w Punta del Este, aż trudno uwierzyć - ponad dwieście.

czwartek, 9 października 2014

Dzień 02 - Rio de Janeiro (Brazylia) Cudowne oblicze "styczniowej rzeki" Ameryka Południowa 2014' - zapiski z podróży

Rożnica czasu zrobiła swoje, jednak nie bardzo mogę zasnąć. Myśli o tym co mnie czeka jest silniejsza. Wczesnym rankiem wstaje i zaczynam działać. Plan jest nazwałbym poważny: - wymiana waluty, - wysyłka pocztówek, - Głowa Cukru, - Marakana, i oczywiście Corcovado.

Rio de Janeiro znaczy "styczniowa rzeka". Taką nazwę zafundował miastu portugalski kapitan jednego z okrętów, odkrywca tej części ogromnej Brazylii - Gaspar de Lemos. Facet się lekko mówiąc z ta nazwą zagalopował, bo nic nie wiadomo, aby w Rio de Janeiro kiedykolwiek rzeka była. Może po długim rejsie miał kłopoty ze wzrokiem, a może był lekko "zmęczony". Dziś nie ma to jednak znaczenia, bo nazwa ze stycznia roku 1502 pozostała niezmieniona od kiedy to odkrywca wpływając do zatoki Guanabara, uznał ją za ujście rzeki.  Rio de Janeiro w swojej historii zapisało się do roku 1960 jako stolica Brazylii. Mieszka tu jedenaście razy więcej ludzi na jednym km² niż w stolicy, ale pod względem obszarowym ustępuje pierwszeństwa pięć razy większemu miastu - Brasilia (notabene wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO).

poniedziałek, 6 października 2014

Andorra La Vella (Andora) Po drodze do Ameryki Południowej


Andora (Księstwo Andory) - właśnie w tym kraju rozpoczynam moją październikową przygodę "ze zdobywaniem nowych flag" (jedna w Europie, 7 w Ameryce Południowej). Andora  od południa (skąd przybywam z urokliwej Barcelony) na długości 65 km graniczy z Hiszpanią, a od północy z Francją (60 km). Mały, ale jakże uroczy kraj leżący w Pirenejach, co jest jego może nie jedynym ale największym atutem. Stolica państwa i parafia Andorra La Vella (Stara Andora) położona jest  w dolinie rzeki Riu Gran Valira na wysokości 1 050 m n.p.m. i liczy zaledwie ok. 12 km², a zamieszkiwana jest zaledwie przez ponad 20 tyś. mieszkańców, choć to 1/4 wszystkich mieszkańców kraju. Nie funkcjonuje tu zdaje się żadne lotnisko, ani też nie wpadniemy w tym kraju pod pociąg (kolej nie istnieje). Docieram tu autokarem z firmą transportową Andora DirectBus, która w okresie mojej wizyty zaproponowała najtańsze połączenie, dokładnie za 49,50 EUR w poszczególnymi parafiami, a przystanki znajdują się na centralnych ulicach miast, bilety nabędziemy bezpośrednio u kierowcy.

piątek, 12 września 2014

Nesebyr (Bułgaria) 2014' Mały, piękny półwysep na wybrzeżu Morza Czarnego


Nesebyr (Nessebar, bułg. Несебър) to miasto położone na niewielkim półwyspie na wybrzeżu Morza Czarnego w bezpośrednim sąsiedztwie Słonecznego Brzegu i Rawdy. Liczy zaledwie ponad 10 tyś. mieszkańców, ale po ulicach Nesebyru uwzględniając licznych turystów nawet na oko wydaje się być ich znacznie więcej. Miasto należy do obwodu Burgas  i od roku 1956 jest rezerwatem architektonicznym i archeologicznym. Nesebyr to najstarsze miasto Bułgarii,  ale i jedno z najstarszych osiedli Europy. Stare miasto to zaledwie 850 m długości i 350 m szerokości. 


Znaczna cześć zachowanych budowli Starego Miasta pochodzi z przełomu XI-XIV wieku wykonana została w stylu cerkiewnym. Zabytki kultury w mieście w roku 1983 zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.


Nesebyr to pierwsza miejscowość w Bułgarii, która zaplanowałem odwiedzić. Po locie z Wizz Air z Warszawy do Portu Lotniczego Burgas (34 PLN), a następnie autobus z lotniska do Burgas (linia 15, bilet 1 BGN), a z Burgas do Nesebyr (linia 22, bilet 6 BGN) dotarłem do celu. Można też pojechać niemal bezpośrednio z lotniska do Nesebyr. Przystanek znajduje się tuż za lotniskiem, jednakże myślałem, że będę miał czas na rzucenie okiem na Burgas. Okazało się jednak, że z jednego autokaru przesiadłem się do drugiego i bez czekania wyruszyłem do Nesebyr. Pierwszy przystanek autobusowy to nowa część miasteczka, w której znajduje się bogata baza noclegowa. Ceny tych usług generalnie są chyba nieco niższe niż starej części miasta. Tutaj znalazłem Sandor Hostel, w którym pokój jednoosobowy był najtańszy w miasteczku, nawet tańszy od oferty pokojów wieloosobowych, a więc z przymusu wybrałem jedynkę :-). Minusami hostelu jakich się doszukałem to brak czajnika (jest przy recepcji, ale korzysta tylko personel), kiepskie WiFi (bez problemu działające tylko na korytarzu i przy recepcji, w pokoju tylko chwilami). Ogólnie warunki i wrażenie całkiem dobre. Mogę polecić, sam spędziłem tu dwa noclegi. Do drugiej części miasteczka (Starego Miasta) dojdziemy w kilka minut, komunikacja jest zbędna. Po drodze zbliżając się do Starego Miasta (po lewej stronie ulicy) miniemy charakterystyczną wizytówką miasteczka jaką jest drewniany wodny młyn pochodzący z okresu bułgarskiego odrodzenia narodowego.

czwartek, 12 czerwca 2014

Mińsk (Białoruś) Pomost do Tokio "Od Estonii do Japonii (czerwiec 2014')"


Swoją przygodę z Białorusią rozpoczynam od uzyskania wizy. Nie było to skomplikowane zadanie, ale trzeba znać realia i oczekiwania strony białoruskiej, aby wszystko poszło gładko i bez problemów (i aby się niepotrzebnie nie nachodzić i nie zdenerwować). Po powrocie z Tallinna (LOT) miałem kilka godzin na przesiadkę. Tym razem ze względu na najniższą cenę był to autokar Ecoline. Z Warszawy (20:00) do Mińska (10:20) przez Wilno nocny autobus dojechał do stolicy Białorusi w 12h i 20 minut (nie licząc zmiany czasu, Białoruś +1h). Ecoline zatrzymuje się na głównym dworcu autobusowym (blisko centrum i dworca kolejowego przy Бобруйская улица). Do miejsca w którym zarezerwowałem nocleg Marx Hostel dzieli mnie tylko ok. 1 km. Hostel w praktyce to prywatne mieszkanie. Wejście na klatkę schodową możliwe przy użyciem kodu, który otrzymuje się przy potwierdzeniu rezerwacji, a zameldowanie po wcześniejszym umówieniu się. Ja poinformowaniu jak przybyłem SMS za 1 PLN (jak poinformował mnie Play koszty połączeń do Polski 5 PLN/min, lokalne 7 PLN/min, nic tylko dzwonić). Właściciel zjawił się po 10 minutach. Hostel czysty zadbany, do dyspozycji całe zaplecze kuchenne. Całkiem przyzwoite warunki (parter, dobra lokalizacja). Hostel mogę polecić z czystym sumieniem.

czwartek, 5 czerwca 2014

Sankt Petersburg (Rosja) Wenecja Północy - miasto marzeń "Od Estonii do Japonii (czerwiec 2014')"



Sankt Petersburg (Санкт-Петербург, dawniej Leningrad) leży przy ujściu Newy do Zatoki Fińskiej. W latach 1712–1918 stolica Imperium Rosyjskiego. Kilkadziesiąt wysp, na których leży Petersburg, spiętych jest 396 mostami, z których 14 największych jest co noc otwieranych w celu umożliwienia statkom przedostania się na jezioro Ładoga. Jest rzeczywiście wyjątkowym i niespotykanym miastem na skalę światową. Miasto przecinają również liczne kanały, które nadają mu niepowtarzalnego uroku, dlatego też niektórzy Petersburg nazywają Wenecją Północy. Tu znajdują się liczne zabytki i urokliwe miejsca bo Petersburg jest jednym z głównych centrów muzealnych świata: Pałacowe Wybrzeże z budynkiem Admiralicji i Soborem Izaaka, Pałac Zimowy z najważniejszą częścią jaką jest Ermitaż, który posiada kolekcję 3 mil. dzieł sztuki. Ponadto Muzeum Rosyjskie, Muzeum Antropologii i Etnografii (Kunstkamera), ogromna liczba ok. 200 innych muzeów, dziesiątki teatrów i galerii. Do tego dochodzą liczne obiekty sakralne o niesamowitym, a niekiedy niepowtarzalnym wyglądzie. To wszystko może naprawdę przyprawić o zawrót głowy. Do tego Petersburg jest jedną z najbardziej zielonych metropolii na świecie. Na terenie miasta znajduje się ponad 200 parków i ogrodów, kilkaset ozdobionych zielenią skwerów i ponad tysiąc otoczonych drzewami ulic. Mimo, że miasto zamieszkuje ok. 5 milionów ludzi na każdego przypada (jak to już ktoś policzył) aż po 50 m² zieleni. No jakby policzyć licznych turystów to zapewne znacznie mniej, ale i tak wciąż sporo :-).

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Granada (Hiszpania) 2014' - Duma hiszpańskiej turystyki


Jednego dnia (aby nie wkradła się monotonia) po rozpoznaniu sytuacji gdzie jak i za ile można pojechać wybrałem się do Granady (nazywanej też Grenadą) jednej z najważniejszych miejscowości turystycznych w Hiszpanii. Stolica prowincji Granada, w regionie Andaluzji słynna jest z pięknego położenia, licznych zabytków i efektownych krajobrazów, a szczególny urok Granady polega na tym, że można jeździć na nartach w górach Sierra Nevada, a za niedługo kąpać się w Morzu Śródziemnym na Costa del Sol, które oddalone jest zaledwie o kilkadziesiąt km. Południowa Hiszpańska Granada położona jest w dolinie rzeki Genil w Górach Betyckich. Niezwykłe wrażenie (widoczny z jednego ze wzgórza Granady) robi surowy masyw Sierra Nevada (3478 m n.p.m.), znajdujący się zaledwie 30 km od miasta.

Malaga & Granada oraz Torremolinos - w promieniach słonecznej Andaluzji


Skuszony dobrą ofertą (nowego dla mnie przewoźnika) Norwegian zakupiłem bilety z Warszawy do Malagi (222 PLN w ver. z infantem), a rejs powrotny z Malagi do Warszawy to mój setny lot samolotem. Hiszpania zawsze dobrze kojarzy mi się z ciepłem i wypoczynkiem, pięknymi plażami oraz fajną atmosferą. Taki cel podróży przyświecał mojej wyprawie po kwietniowej podróży do Grecji, Gruzji, Armenii i Kataru - czas na relaks.  Nie zdobywam nowej flagi, nie nastawiam się na intensywne zwiedzanie, aczkolwiek nigdy nie można niczego wykluczyć :-). Stąd świtała mi w głowie wyprawa na Gibraltar czy do Sewilli, ale z uwagi na wysokie ceny wybrałem się do Granady i do jednego z kilku małych miasteczek wokół Malagi, tj. Torremolinos. W sumie na Gibraltarze już bylem, a Sewilla ... myślę poczeka.

poniedziałek, 31 marca 2014

Göteborg (Szwecja) - jednodniowa wizyta w Goteborgu - Marzec 2014'





Göteborg - to drugie co do wielkości miasto Szwecji założone w XVII wieku. Dziś liczy przeszło pół miliona mieszkańców, a z całą aglomeracją miejską praktycznie drugie tyle. To tutaj wybrałem się na  "jednodniówkę" z Wizz Air z lotniska Chopin w Warszawie, a powracam na lotnisko Lecha Wałęsy w Gdańsku. Nieco daleko od domu, ale postanowiłem przetestować PolskiBus zwłaszcza, że udostępnił mi możliwość zakupu biletu na 800 km trasie za jedyne 2 PLN. W Szwecji byłem już  Malmö, Nyköping, i Strömstad. Wszystkie te miejscowości podobnie jak Göteborg mają swój urok. Nie mniej uczciwie muszę stwierdzić, że moim faworytem jest Strömstad. Być może dlatego, że to miejscowość bardzo malownicza i kameralna, a warunki pogodowe, które tam zastałem wkomponowane w małe miasteczko wręcz mnie urzekły. 

 





środa, 19 marca 2014

Belgrad (Serbia) - Ponownie w Belgradzie - Marzec 2014'




Belgrad to miasto, które odwiedziłem w zeszłym roku (w grudniu), zatem 3 miesiące temu. W marcowej podróży miasto odwiedzam ponownie, ale w sumie tylko dlatego, że musiałem się jakoś dostać do Polski. Nie był to cel nastawiony na poznanie, zwiedzanie. Z Sarajewa nie znalazłem nic bardziej odpowiedniego, a Ryanair w swojej siatce lotów umieścił to miasto dopiero od kwietnia. Kupiłem zatem bilet na autobus z Sarajewa do Belgradu (pociąg aktualnie nie kursuje), aby zaspokoić również ciekawość - jak wygląda ta trasa, bo czytałem o niej bardzo pozytywne recenzje. Bałkany generalnie są piękne więc założyłem, że i tutaj tak będzie. Nie pomyliłem się. Długa ok. 7 godzinna podróż i pokonane ponad 300 km to cudowne krajobrazy, liczne tunele, skarpy i mostki, niekiedy kręte drogi. Bilet raczej nie jest tani (22 EUR), ale można potraktować ten wydatek nie tylko jako transport, ale również jako zwiedzanie (za które niekiedy trzeba płacić). 

Zapewne późną wiosną byłaby prawdziwa uczta dla oka, bo intensywność kolorów jest nieporównywalna, ale i tak krajobraz który zobaczyłem wart był tej 6 godzinnej podróży. Zatrzymałem się w hostelu tuż przy dworcu kolejowym (sąsiadującym z dworcem autobusowym) w Belgradzie. Wprost z okna widzę przystanek linii A1, z którego można dojechać bezpośrednio na lotnisko. Ponieważ lot do Londynu mam wcześnie rano to cieszy, bo w Londynie czeka mnie jeszcze przesiadka do Warszawy.

Odwiedziłem ponownie kilka miejsc, których pominąć wizytując to miasto nie sposób.  


wtorek, 18 marca 2014

Sarajewo (Bośnia i Hercegowina) - To miasto, które trzeba zobaczyć - Marzec 2014'



Bośnia i Hercegowina – państwo federacyjne w południowo-wschodniej Europie, na Półwyspie Bałkańskim, powstałe po rozpadzie Jugosławii. Graniczy od północy i południowego zachodu z Chorwacją, a z Serbią i Czarnogórą od wschodu. Tak w skrócie opisuje Bośnię i Hercegowinę Wikipedia. Każdy kto był w tym kraju, wie, że posiada on coś czego definicja nie podaje. Przepiękny krajobraz, który możemy podziwiać niemal w całym kraju. 
Z Podgoricy do Sarajewa wyruszam autobusem, który do pokonania ma 230 km (koszt 19 EUR). Do Sarajewa jedzie dosłownie kilka osób, a autokar nieco więcej wypełnia się na trasie. 

Większa cześć drogi wiedzie przez Czarnogórę, a ku mojej radości za oknem na wielu odcinkach wręcz bajkowe widoki. Aparat mimo niespecjalnie sprzyjających warunków ciężko pracuje. Zapewne przy czystych szybach byłaby szansa na bogatszą galerie, ale i tak sporo fotek wyszło ok.  Szkoda tylko, że przewoźnik zatrzymuje się praktycznie tylko na dworcach (które nie są ciekawe), a nie zatrzymuje się w miejscach gdzie krajobraz zapiera dech w piesiach i są warunki do parkowania. Przejazd taki można by traktować jak wycieczkę turystyczną bo jet na co popatrzeć :-). 

      
 Sarajewo leży w centralnym punkcie Bośni i Hercegowiny. Zajmuje powierzchnię 142 km². Przepływa przez nie rzeka Miljacka. W pobliżu dzielnicy Ilidża znajduje się malownicze źródło rzeki Bośnia (Vrelo Bosne). Miasto położone jest na wysokości 500 m n.p.m., w kotlinie pomiędzy pięcioma górami pasma Alp Dynarskich: Bjelašnica (2067 m), Igman (1502 m), Jahorina (1913 m), Trebević (1627 m), Treskavica (2088 m). Duża część miasta położona jest na stromych stokach, co wpływa na zabudowę i układ ulic. W okolicznych górach (Bjelašnica, Igman, Jahorina) czynne są ośrodki narciarskie. (Wikipedia)

Po takiej rekomendacji nie można nawet pomyśleć, że miasto może się nie podobać. W obszarze miasta znajduje się też Wschodnie Sarajewo, które należy do Serbii.W miejsce to przyjeżdża autobus z Podgoricy. Do centrum (Sarajewa Federalnego) dojedziemy np. trolejbusem (koszt 1,6  BAM). Oficjalną walutą Bośni i Hercegowiny jest marka transferowa (konvertibilna maraka, KM), której kurs na dziś kształtuje się 1:2, tj. 1 EUR = 2 BAM.

niedziela, 16 marca 2014

Podgorica (Czarnogóra) - Montenegro na jeden dzień - Marzec 2014'




Czarnogóra - leży na wybrzeżu Morza Adriatyckiego i graniczy z Serbią, Kosowem, Chorwacją, Bośnią i Hercegowiną oraz Albanią. Właśnie z Tirany w Albanii przedostaje się do jej stolicy.
Podgorica swoją wielkością nie powala, a nieliczne "atrakcje" jakie tam możemy spotkać można spokojnie obejść w jeden dzień (mnie zajęło 3 godziny, być może coś mi umknęło). Taki też pobyt zaplanowałem w tym mieście. Nocleg w Montenegro Hostel Podgorica (link) to koszt 6 EUR. Tanio, czysto, blisko dworca autobusowego, z którego będę wyruszał dalej zmierzając do Sarajewa w Bośni i Hercegowinie.


Jednak zanim dotarłem do Podgoricy "zafundowałem sobie" po drodze małą wycieczkę krajoznawczą. Autobusy do Podgoricy z Tirany wyruszają z pod budynku "Logos" Uniwersytet usytuowanego na drodze wylotowej do Shkodër (Albania), gdzie można się przesiąść, aby dalej dostać się do Podgoricy, raczej chyba taxi, bo busów na tej trasie nie widziałem. Pierwszy kurs do Shkodër startuje o godz. 7:00, odległość do pokonania to 95 km, a koszt to 300 LEK. Wybierając się na ten kurs nie uwzględniłem zmiany czasu (godzina do tyłu), która nastąpiła po przylocie z Turcji. W samej Tiranie tego nawet nie zauważyłem, bo nigdzie na konkretną godzinę się nie wybierałem. Zresztą odkryłem to dopiero w Podgoricy, kiedy szykowałem się na wyjazd do Bośni i Hercegowiny :-).
Stąd, przybyłem na przystanek pod uniwersytet nie z 30 min zapasem czasu a z 1,5 h. Tak na oko coś mi nie grało, bo było zbyt pusto, no i nikogo chętnego do podroży. Widok turysty z bagażem powoduje, że Albańczycy chętnie zabierają "na okazję" (oczywiście nie za darmo). Najlepiej się umówić na konkretną kwotę, bo o ile od tubylców biorą ile da, to przy obcokrajowcach otwiera im się wyobraźnia i palce zamiast np. 3 stówek pokazują pięć. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Trzech kolejnych kierowców za podwiezienie zażyczyło sobie 500 LEK. Ostatecznie skorzystałem z kolejnego auta, którego kierowca zadowolił się kwotą 400 LEK (12 PLN) przygotowaną wcześniej co znacznie ułatwia komunikację.

Po drodze nieustannie ciągnie się pasmo górskie, które o poranku przy wschodzącym słońcu wygląda przepięknie wprowadzając w pozytywny nastój. Sam wjazd do Szkodry (Shkodër) pobudził u mnie potrzebę robienia fotek, bo na zboczu góry przy wjeździe do miasta po drodze zobaczyłem fajnie wyglądający zamek. Widząc łatwość z jaką podróżuje się po tych terenach postanowiłem wrócić w to miejsce i oglądnąć zamek z bliska, bowiem do Podgoricy mam tylko ok 65 km, wyszedłem z założenia, że jakoś się dostanę, zwłaszcza że jest rano.

Skorzystałem z jedynej taxi jak stała na rondzie, na którym wysadził mnie kierowca. Taxi okazała się bardzo leciwym Audi, podobnie jak kierowca. "Taksiarz" zażyczył sobie za kurs do stolicy Czarnogóry 10 EUR, a ja zgodziłem się jednak z zastrzeżeniem, że wrócimy się na obrzeża miasta oglądnąć zamek. Tak też się stało i po paru minutach moje oczy ujrzały względnie z bliska budowle. Niestety zamknięta na 3 spusty (poza sezonem). W sezonie wstęp 200 LEK jak informuje napis na bramie, pod którą mimo zakazu wjechał mój kierowca. Tu zatankował (wlał pół butelki benzyny, która woził w bagażniku). Zapaliła mi się wówczas czerwona lampka jak on dojedzie na tych oparach do Podgoricy ?  Czułem, że coś kombinuje.

Nie chciałem patrzeć jak będzie cofał na tej wąskiej ścieżce i ze skarpy zszedłem na piechotę, ale ku mojemu zdziwieniu auto zjechało przodem (jak on tam zawrócił nie mam pojęcia). Za kierownicą sobie radził :-), tzn bez uszczerbku na zdrowiu łamał wszelkie zasady ruchu drogowego (jakie przy najmniej u nas obowiązują). Ale podróż nie trwała długo. Po drugiej stronie miasta, gdzie znajdowało się sporo taksówek oznajmił, że tutaj mogę się przesiąść w koleją taksi i dojadę do celu. Dobry żart bo jeszcze chciał pełną ustaloną kwotę. Dostał 3 USD i 200 LEK (jako napiwek, bo mi zbywały). Uznałem, że to i tak dużo jak na te parę km.

sobota, 8 marca 2014

Jerozolima (Izrael) - "Ściana Płaczu" Najświętsze miejsce judaizmu - Marzec 2014'



Po krótkim, ale bardzo owocnym pobycie w Ejlat przyszła kolej na Jerozolimę. Na środek transportu wybrałem autobus (82 NIS) nie tylko z racji, że nie bardzo czym innym można się tu dostać, ale przede wszystkim z uwagi na interesującą trasę jaką pokonuje (autobus linii 442) podczas tego kursu.

Dworzec autobusowy w Ejlat powiedziałbym jest jest nieco „zaszyty”. Dostrzegłem go tylko z uwagi na autobusy przemykające po górnym poziomie. Wejście (po prawej) niczym nie przypomina dworca autobusowego. Może coś tam pisze (jest jakaś wskazówka, oznaczenie), ale ja się nie doszukałem. Tradycyjnie jak przy większości obiektów przy wejściu strażnik.
Najpierw głównie po lewej stronie wznoszą się góry niekiedy wyglądające jakby ktoś je co dopiero usypał, a po prawej tereny obsadzone palmami. Później góry na przemian zbliżają się po obu stronach a na rozległych obszarach praktycznie pustynia. Pierwsze miejscowości, pierwsi pasażerowie opuszczają autobus (zadziwiające bo wygląda jakby nic wokół nie było). Częsty widok to żołnierze z plecakami i bronią maszynową, można się przyzwyczaić (choć widok „żołnierza w cywilu z bronią” wygląda nieco dziwnie).

Okolica dworca autobusowego w Jerozolimie



Natomiast dworzec autobusowy w Jerozolimie znajduje się przy tej samej ulicy co zarezerwowany hostel, ale żeby nie było tak łatwo obiekty dzieli ok. 1,5 km. Promenada wzdłuż ulicy ciągnie się jeszcze dalej, a na jej końcu w zasięgu wzroku rozciągają się mury Starego Miasta Jerozolima i jedna z bram (główna).

Pokój 6 os. ze śniadaniem w stylu włoskim (więc szału nie ma), ale sam obiekt w bardzo dobrej lokalizacji. Duży minus to WiFi na które, aby się załapać trzeba siedzieć na schodach lub zejść piętro niżej koło recepcji, natomiast plus to przystanek ShuterBus w bocznej uliczce tuż obok hostelu.

ShuterBus Jerozolima – Tel Aviv-Ben Gurian Aiport to koszt 65 NIS. Taniej jest pojechać z dworca autobusem linii 972, ale z uwagi na Szabat nie ma takiej opcji. Komunikacja miejska w tym czasie zamiera, a ja wyjeżdżam w niedzielę rano. Szabat ma też wpływ na to co dzieje się w Jerozolimie w sobotę wieczór. Po hucznych alejkach zalanych wręcz bawiącymi się ludźmi w piątek sobota wygląda jak w żałobie. Tylko nieliczne knajpy są czynne, a sklepy jeszcze rzadziej. Ulice niemal puste.